Komarów 2025 – 105 rocznica bitwy pod Komarowem
„Hej, hej, ułani, malowane dzieci…”
Ułani na koniach… To było moje marzenie. Z przyjemnością udałam się pociągiem do mojego ukochanego Zamościa, by następnego dnia wyruszyć do małej wsi pod Komarowem, gdzie w 1920 roku miała miejsce słynna bitwa pomiędzy bolszewicką 1 Armią Konną, a polską 1 Dywizją Jazdy. Podróż pociągiem do Zamościa to czysta przyjemność. Uwielbiam widok pięknych lasów Roztocza, które przemykają za oknami pociągu tuż przed Zamościem. Do tego słaby sygnał LTE i poczucie wolności…
Po dotarciu na miejsce i odwiedzeniu znanych mi miejsc w tym pięknym mieście, następnego dnia wyruszyłam na inscenizację bitwy pod Komarowem z grupą pozytywnych wariatów – fotografów. Wyjechaliśmy przed południem i zdążyliśmy na uroczystości odbywające się przy Pomniku Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej w Wolicy Śniatyckiej. Pomnik robi ogromne wrażenie – ma prawie 20 metrów wysokości i nawiązuje do wizji pomnika z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to pojawiły się pierwsze projekty jego budowy. Niestety, wybuch II wojny światowej przekreślił te plany. Polska kawaleria doczekała się odsłonięcia monumentu upamiętniającego jej zasługi i odniesione zwycięstwa dopiero w 2022 roku.
Po około godzinie na polach rozpoczęła się inscenizacja. Każdy z nas zajął upatrzoną przez siebie pozycję, wybierając najlepsze miejsce w swoim mniemaniu. Ha, ha. Taka już jest niepokorna natura fotografa, co jest piękne – dzięki temu z tej samej imprezy powstają różne ujęcia i odmienne spojrzenia na temat. Inscenizacja zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ostatni raz byłam tak podekscytowana podczas szarży husarii pod zamkiem w Gniewie. Ułani i ich konie prezentowali się wspaniale, tworząc niemal jeden zsynchronizowany organizm. Idealna synchronizacja i harmonijne zespolenie człowieka ze zwierzęciem. Mam nadzieję, że udało mi się choć w części uchwycić to zjawisko na moich zdjęciach. Również ekipa odtwarzająca rosyjską armię konną Siemiona Budionnego wykonała znakomitą pracę.
W pamięci zapadł mi również unoszący się wszędzie kurz i pył. 🙂 Taki urok tej zabawy. Oprócz prezentacji ułanów i pokazów umiejętności konnych, brakowało mi nieco realnego starcia w bitwie. Widzowie również narzekali na ten fakt. Cóż, ten szczegół jednak nie przyćmił całości, a moje odczucia są bardzo pozytywne.
Fajnym urozmaiceniem drogi powrotnej były postoje w urokliwych miejscach Roztocza i możliwość sfotografowania w lesie sowy. A wszystko to dzięki Henrykowi i reszcie znakomitych, pozytywnie zakręconych fotografów z Zamościa.
Więcej o Pomniku Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej na stronie dzieje.pl











