Pociągiem wyruszyłam do krainy scyzoryków. Gdy dowiedziałam się, że zwieńczeniem ostatniego dnia Jarmarku Klasztornego na Karczówce w Kielcach ma być widowisko historyczne poświęcone najsłynniejszemu rycerzowi na ziemiach polskich, Zawiszy Czarnemu, bez chwili zwątpienia postanowiłam je zobaczyć.

Tu Kielce…

Z dworca ruszyłam pieszo w stronę malowniczo położonego Klasztoru na Karczówce, aby poczuć klimat miasta. Gdy dotarłam na miejsce, na szczycie wzniesienia rozpościerała się urokliwa sceneria lasów należących do Rezerwatu Przyrody Karczówka oraz sam klasztor, będący wspaniałym przykładem barokowej architektury sakralnej. Ruszyłam pod górę, a do moich uszu docierał pełen uniesienia głos kapłana. Akurat trafiłam na mszę. Cóż, można się było tego spodziewać – w końcu to Jarmark Klasztorny i teren klasztoru, jego zasady i jego zabawki. Postanowiłam przeczekać ceremoniał w lesie, w kojącej aurze wiekowych drzew.

Po wyjściu z lasu zwiedziłam klasztor, który jest pięknie wkomponowany w otaczającą przyrodę. Ufundowany w 1624 roku przez biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego, stanowi dziś cel licznych odwiedzin mieszkańców Kielc. Można tu odetchnąć od zgiełku miasta, a na tarasie widokowym podziwiać panoramę okolicy. Od 1957 roku gospodarzem klasztoru są księża pallotyni. Budowla jest przykładem wczesnobarokowej architektury i w przeciwieństwie do innych, bogato zdobionych barokowych sanktuariów, ujmuje swoją surowością i skromnością. Mnie bardzo przypadł do gustu. Największe wrażenie zrobiła na mnie wieża widokowa, z której roztacza się piękny widok na Góry Świętokrzyskie. Cudo! Nie chciało mi się z niej schodzić. Fajne jest też samo wejście na wieżę – usytuowane tuż obok organów na chórze kościelnym – z którego dalej idzie się wąskimi, stromymi schodami. Klimacik pierwsza klasa!

Oczywiście, jak na jarmark przystało, nie mogło zabraknąć kramów. Pokręciłam się tu i ówdzie, pogadałam z kramarzami – o życiu, o kosztach i o tym, co dalej. Standard. Zarówno kramy, scena, jak i obóz rycerski usytuowane były na zielonych terenach przyklasztornych. Miejsce w sam raz na kameralną imprezę. Załapałam się na pokaz artylerii, pokaz tańców dworskich oraz walki rycerskie. Jeśli coś mnie mniej interesowało, robiłam sobie przerwę w lesie, korzystając z uroków rezerwatu. Zarówno podczas pokazów artylerii, jak i walk rycerskich, największą frajdę miały dzieci, które wszystko entuzjastycznie komentowały i przeżywały. 🙂

I wreszcie nadszedł najbardziej wyczekiwany moment. Miał pojawić się on: ZAWISZA CZARNY Z GARBOWA!

Serce zaczęło szybciej bić. Ha, ha, ha! Gdzie się ustawić? Z której strony go uchwycić, żeby wyszedł jak najlepiej? Miejscówkę wybrałam, pełna koncentracja. Całą uwagę skupiłam na nim. Wkroczył – postawny, przystojny, potężny i groźny. Wszystko się zgadza – pomyślałam. Tylko jakiś taki za jasny… Dlaczego on ma taką białą skórę? Miał być chyba śniady. Ha, ha, ha.

Nawet lepiej – przemknęło mi przez myśl. Koncentracja… I tak Zawisza ciągle ustawiał się a to bokiem, a to dupą do obiektywu. Ciągle brakowało mi tego jedynego ujęcia. Jasna cholera. Już chciałam zmieniać miejsce, lecz coś mnie zatrzymało… Spokojnie…

Tak, bo liczy się sama radość z działania, sama droga i to, że wciąż z taką pasją jadę na każde wydarzenie – zupełnie jakby to był pierwszy raz. A wynik końcowy? Już dawno przestał mnie absorbować.

Opadł kurz, ucichł dźwięk mieczy. Nad Karczówką zachodziło słońce… a ja ruszyłam w ciemną, kielecką noc.
Do zobaczenia, Zawiszo! Do zobaczenia, kieleckie Scyzoryki!

cdn.